Od czasu świat został zakażony ukrywam się. Wychodzę tylko wtedy, gdy jest wielka potrzeba. Normalnie mieszkam w drewnianym domu na obrzeżach miasta. Jak na razie tylko tutaj zaznałem jakiegokolwiek spokoju. Faktycznie trudno tu znaleźć jakieś niezakażone zwierzę, ale czasami zdarzają się wyjątki.
Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Przeciągnąłem się i wstałem z łóżka. Nim jeszcze zjadłem śniadanie, wziąłem szybki prysznic. Gdy zajrzałem do lodówki zastała mnie pustka. Jedynie jakieś masło i pomidor. Już d dłużesz czasu nie wychodziłem na zewnątrz. Człowieczeństwo jest dla mnie jak na razie najważniejszą rzeczą. Gdybym je teraz stracił to tylko i wyłącznie przez samego siebie. Dlatego jestem ostrożny. Jednak dziś wyjście było nieuniknione.
Szedłem przed siebie ze słuchawkami w uszach. Nie zwracałem na nic uwagi. Byłem pogrążony w swoich myślach, kiedy wpadłem na kogoś. Tylko się zachwiałem, jednak nieznajomy upadł na ziemię. Wyjąłem słuchawki z uszu i spojrzałem w dół. Moim oczom ukazała się dziewczyna.
-Bardzo przepraszam. Brak mi dziś rozwagi- powiedziałem i podałem dziewczynie rękę, by pomóc jej wstać. Patrzyła się na mnie przez chwilę jak na idiotę. Uśmiechnąłem się tylko.
-Mam nadzieję, że nic ci się nie stało. Wstajesz, czy mam sobie spadać?- zapytałem nadal podając dziewczynie rękę.
Dziewczyno ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz