To bardzo relaksująca forma spędzania wolnego czasu. Z dreszczykiem emocji, jeśli najdzie mnie taka ochota. Jedynym jej minusem jest to, że zwraca się uwagę przechodniów. W końcu niewiele osób w samym środku zatłoczonego Nowego Jorku pomyka na wrotkach...
I jeszcze jedno: w mieście nie ma się jak rozpędzić. Multum pieszych skutecznie to uniemożliwia. Co nabierzesz prędkości, zaraz ktoś ci staje na drodze, a nie masz jak go wyminąć, bo wtedy wpadniesz na kogoś innego, idącego obok. A wolałam nie wykożystywać swoich umiejętności otoczona tysiącami ludzi...
Sunęłam powoli chodnikiem pilnując, żeby na nikogo ani na nic nie wpaść. Jakieś dwie starsze panie na mój widok zatrzymały się i zaczęły do siebie szeptać, nawet nie starając się udawać, że nie jestem głównym tematem ich rozmowy.
Przyspieszyłam przed nimi i gdy byłam już o włos od zderzenia, skręciłam gwałtownie na przekście dla pieszych, na którym akurat zapaliło się zielone światło. Usłyszałam za sobą oburzone gderanie pań, których "omal nie stratowałam". Nic sobie z tego nie robiąc przejechałam na drugą stronę ulicy, ściągając na siebie coraz więcej zaciekawionyh spojrzeń.
Dojechałam do jakiegoś przesmyku. Wąska ścieżka, z obu stron otoczona budynkami. Bez namysłu w nią skręciłam. Z racji tego, że nikogo nie było w pobliżu, a stąd, gdzie aktualnie byłam, widziałam, że ścieżka, którą jadę, nie jest ślepą uliczką, postanowiłam skorzystać z okazji i się rozpędzić.
Czasami miewam naprawdę głupie pomysły.
Nagle zza rogu ktoś wyszedł. Rozpędzona nie miałam jak wychamować. Z obydwóch stron miałam budynki. Musiałam szybko podjąć decyzję, czy wolę wylądować na ścianie, na szybie, czy na przypadkowym przechodniu...
Wyrżnęłam prosto w czyjąś klatkę piersiową.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz