Zaśmiałam się głośno, patrząc na odchodzącego mężczyznę i podnosząc się z ziemi. Wyprostowałam się dumnie i spojrzałam na jego oddalającą się postać.
- Ten, kto odchodzi pierwszy, przegrywa! - krzyknęłam, śmiejąc się. Ludzie, którzy w tak głupi sposób unikali walki, byli, jak dla mnie, najzwyczajniejszymi tchórzami. Nie zrobiłam sobie nic ze straty pistoletu; jeżeli go potrzebował, proszę, niech go weźmie. Jedyne, co uczyniłam, to podeszłam do miejsca, gdzie wylądował mój wcześniej rzucony nóż, po czym podniosłam go i, oczyściwszy z błota, schowałam do kieszeni.
Nie mogłam pojąć jego rozumowania - emo? Do emo mi daleko jak hipisowi do punkowca. Z tego, co wyniosłam z rozmówek o subkulturach, emo są wrażliwi, łagodni i melancholijni, a w dodatku mają czarne, proste włosy. Nie mam pojęcia, skąd wziął to stwierdzenie. Postanowiłam jednak nie myśleć zbyt długo o jego tchórzliwym dupsku i, rzuciwszy jeszcze spojrzenie martwej dziewczynie leżącej na posadzce, oddaliłam się od miejsca zdarzenia.
Następnym punktem mego programu były zwykłe przechadzki po mieście. Niedługo zajęło mi zapomnienie o zarozumiałym, wyglądającym jak jakiś klaun mężczyźnie, także już wkrótce szłam przez urocze, wieczorne ulice miasteczka, pogwizdując pod nosem.
Pech chciał roztrząsać zakończone już sprawy, więc, przechodząc obok jednej z uliczek, zobaczyłam tego samego dziwaka, co wcześniej. Zmarszczyłam brwi, chcąc go minąć, ale wpadłam na lepszy pomysł. Stanęłam za nim cichutko i, gdy nie widział, z drobną pomocą mej psychokinezy przemieściłam parę kartonów spod najbliższej kamienicy i, kierując je wcześniej nad jego głowę, upuściłam z hukiem. Nim zdążył się obejrzeć, przemieściłam się z niemalże prędkością dźwięku na dach jednego z niższych budynków i stanęłam prosto, śmiejąc się.
- Tu jestem, misiu! - krzyknęłam, patrząc na niego. Gdy tylko mnie zobaczył, zniknęłam równie szybko, jak się pojawiłam, i tyle mnie widział.
Joker? >.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz