Dzień - jak każdy inny - był dla mnie wolny i pełen przyjemnostek. Miałam tylko jedną, jedyną sprawę do załatwienia, i to tylko dla spokoju swego sumienia, a nie dla nikogo innego. Chcąc zrealizować mój plan, którego - bądź co bądź - podjęłam się dnia poprzedniego, zaczęłam szperać w mojej szafce skarbów. Wybrałam jeden z mych ulubionych pistoletów oraz dwa noże o głowni typu bowie (którą lubiłam najbardziej ze względu na to, że dobrze cięła i łatwo przebijała).
Wyszłam z domu, cała w skowronkach, uśmiechając się od ucha do ucha. Liczni przechodnie wokół obrzucali mnie skwaszonymi spojrzeniami, ale zupełnie nie zwracałam na to uwagi. Nie rozumiałam ludzi, którzy z jednej strony mówili o tolerancji i byciu "pozytywnie zakręconymi", a którzy to gapią się na kogoś o własnej stylówce jak na rzadkie zwierzę w zoo.
Metrem dojechałam aż do miasteczka obok Nowego Jorku, gdzie znajdował się cel mej przyjemnej podróży. Wstąpiłam do jednego z klubów i, upewniając się, że moja broń jest dobrze ukryta w głębokich kieszeniach spodenek, podeszłam do baru, by zamówić drinka. Gdy otrzymałam kolorowy napój alkoholowy w smukłej szklance, na którą nabity był plasterek cytryny, wycofałam się ostrożnie na kanapy, gdzie zaczęłam szukać wzrokiem mej ofiary. Po parunastu sekundach błądzenia spojrzeniem po całym klubie dojrzałam postać młodego, ciemnowłosego mężczyzny - być może na co dzień całkiem przystojnego, aczkolwiek teraz obrzydliwie podpitego. Był zajęty obmacywaniem jakiejś laski, która najwyraźniej nie robiła z tego zbyt dużego problemu. Spoglądając ukradkiem na jego zajęcie, sączyłam spokojnie swojego drinka, starając się sprawiać wrażenie nikogo specjalnego. Gdy sytuacja między dwójką obserwowanych przeze mnie ludzi zaczęła się zaostrzać, wpadli najwyraźniej na pomysł wyjścia na zewnątrz - ciepły, wiosenny wieczór - by porobić rzeczy. Uznałam to za wspaniałą okazję do wyrównania rachunków więc, wycierając usta chusteczką, wstałam z kanapy i podążyłam za nimi. Ulokowali się w ślepej uliczce za barem, gdzie widziałam jedynie stosy śmieci. Nieprzyjemny zapach uderzył w moje nozdrza, wywołując odruch wymiotny. To zdecydowanie NIE BYŁO odpowiednie miejsce na rzeczy.
Gdy wyczułam moment, pojawiłam się niespodziewanie przed facetem, uśmiechając się szeroko. Zajęło mu chwilę, by uświadomić sobie sytuację, w jakiej się znalazł, i kto przed nim stoi, by po chwili odepchnąć od siebie zdezorientowaną kobietę i zacząć wycofywać się w przerażeniu.
- Magnusiu... - rzekłam słodko, uśmiechając się jeszcze szerzej - Znalazłeś sobie nową dziewczynę? Mam nadzieję, że...
Nie zdążyłam dokończyć zdania, gdy w moją stronę poleciał spory kawał drewna, którym rzucił zdesperowany facet, a który to znalazł w jednym z koszów na śmieci. Momentalnie uniknęłam tego ciosu i podeszłam jeszcze bliżej, przykładając mu pistolet do skroni. Wyszeptałam mu do ucha słowa pożegnania i wystrzeliłam nabój, zostawiając martwego Magnusa na ziemi. Odwróciłam się od razu, przypominając o dziewczynie, którą sobie upolował, a po której nie było ani śladu. W mgnieniu oka podbiegłam do wyjścia z uliczki i rozejrzałam dookoła, dostrzegając w oddali uciekającą ile sił w nogach dziewczynę. Ruszyłam więc w pogoń za nią, chcąc zlikwidować i ją - jako jedynego świadka mej zabawy. Już ją dogoniłam, gdy wpadła na jakiegoś zielonowłosego faceta i zaczęła go błagać piskliwym głosikiem o pomoc. Nim mężczyzna zdążył cokolwiek odpowiedzieć, wyciągnęłam pistolet i zestrzeliłam dziewczynę. Teraz został tylko ten facet...
Niesamowicie szybkim ruchem wyjęłam jeden z moich noży i rzuciłam w jego stronę, celując w pierś. Był jednak o wiele szybszy, niż się spodziewałam, więc gdy się odsunął, moje ostrze jedynie musnęło delikatnie jego ramię, robiąc małą dziurę na bluzce. Rozumiejąc swój błąd, natychmiastowo przemieściłam się dalej, celując do zielonowłosego z pistoletu. On również miał broń, więc na chwilę wstrzymałam jakiekolwiek działania. Uśmiechnęłam się szeroko i wybuchnęłam histerycznym śmiechem na ten widok, nie opuszczając spluwy.
Joker? :v
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz