- Jestem Nikodem - przedstawił się chłopak, w którego wjechałam, kłaniając mi się teatralnie. Zaśmiałam się cicho, a ten wyprostował się i spojrzał mi w oczy.
Jedno trzeba mu przyznać: ma... nieprzeciętny wygląd. Do tego wygląda na całkiem miłą osobę...
- Ana - powiedziałam z uśmiechem, wyciągając w jego stronę dłoń, którą ten po chwili uścisnął. - Jeszcze raz przepraszam - dodałam. - Nie miałam jak wyhamować...
- Naprawdę nie ma za co - odwzajemnił uśmiech.
- Prawie cię stratowałam...
Moje słowa widocznie go rozbawiły, bo zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego pytająco.
- Aż tak szybko nie jechałaś - powiedział nie przestając chichotać. - A tak w ogóle, to co cię wzięło na jeżdżenie na wrotkach w środku miasta?
Wzruszyłam tylko ramionami.
- To takie hobby. Osobiście wolę łyżwy, ale pora roku i temperatura nie zawsze sprzyja jeździe. Natomiast jeżdżenie na wrotkach w kółko, po arenie do tego przeznaczonej, mnie nie bawi - odparłam.
- Za to wjeżdżanie w ludzi na ulicy jest o wiele bardziej ekscytującym zajęciem - zaśmiał się Nikodem. Przez cały czas wpatrywał mi się w oczy.
- Cóż, nigdy nie wiem, na kogo trafię. Mogę wpaść na jakąś staruszkę, która zacznie na mnie narzekać, albo na osobę, na której nie zrobi to większego wrażenia, przeproszę ją, po czym się rozejdziemy. Niemniej mam szansę poznać w ten sposób nowych ludzi. A jeśli mi się poszczęści utrzymuję z nimi kontakt - posłałam chłopakowi szeroki uśmiech.
Chłopak pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Pierwszy raz na kogoś wpadłaś, nieprawdaż? - spytał.
Westchnęłam i wbiłam spojrzenie w czubki rolek.
- Noo... tak jakby - przyznałam. Uznałam, że nie ma sensu go okłamywać...
Nikodem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz