poniedziałek, 13 lutego 2017

Od Jane CD Rorrey'a

Wyciągnęłam rękę aby wyłączyć budzik, jednak nie dosięgałam. Już mocno zirytowana jego brzęczeniem użyłam mocy telekinezy i walnęłam nim o ścianę tak, że rozpadł się na kawałki. Ehh... będę musiała kupić nowy budzik. Należałam do osób, które nie wyróżniały się swoim wyglądem i niczym nie różniłam się od nieskażonych ludzi, tak więc każdy myślał, że jestem zwykłym człowiekiem.
Dobrze zdawałam sobie sprawę, że już nie zasnę, ale tak bardzo nie chciało mi się wstawać, że leżałam jeszcze dobre pół godziny. W końcu podniosłam się i wzięłam szybki prysznic. Uczesałam się, umyłam zęby i nałożyłam lekki makijaż bez podkładu. Następnie zrobiłam i zjadłam śniadanie oraz nakarmiłam kotkę.
Wyszłam z domu i ruszyłam chodnikiem w stronę centrum miasta. Miałam założyć słuchawki na uszy, jednak moje myśli powędrowały gdzieś indziej i się zamyśliłam. Po jakimś czasie wyrwałam się z transu i jedyne co ujrzałam to czyjś męski tors. Obiłam się o klatkę piersiową mężczyzny i upadłam na ziemię. Zmarszczyłam brwi niezadowolona z całego wydarzenia.
-Bardzo przepraszam. Brak mi dziś rozwagi- powiedział nieznajomy i podał mi dłoń z zamiarem pomocy. Spojrzałam się na niego jak na idiotę, nie miałam zamiaru go dotykać. Niezauważalnie przekręciłam oczami, gdy jeszcze się uśmiechnął.
-Mam nadzieję, że nic ci się nie stało. Wstajesz, czy mam sobie spadać?- zapytał nadal trzymając rękę w górze.
-Sama sobie poradzę-bąknęłam i wstałam.
Otrzepałam ubrania i spojrzałam na niego wrogo.
-Mógłbyś trochę uważać, nie jesteś sam, a jeśli brak ci rozwagi to nie powinieneś w ogóle wychodzić-mruknęłam dalej czyszcząc ubrania. Dopiero po chwili zauważyłam że spodnie podarły mi się na kolanach. Zaklęłam cicho pod nosem jeszcze bardziej zdenerwowana. Był mi winny co najmniej pięć kubków lodów.
-Aż pięć?-usłyszałam głos mężczyzny.
Spojrzałam na niego dziwnie. O ku*wa... ja to powiedziała na głos. Palnęłam się w czoło.
-Nie chciałam tego powiedzieć za głos-oznajmiłam-i tak, aż pięć i nowe spodnie.

Rorrey? x D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz