Milczał, na początku zastanawiając się jak odpowiednio ubrać słowo, aby określić – denerwująca dziewczyna, tym samym nie zdradzając obcej nic na temat Tiffany. Ale za nim cokolwiek wymyślił, ona zdążyła się już przedstawi i wyciągnąć w jego trupią dłoń. Patrzył przez dwie sekundy na wyciągniętą kończynę, po czym podszedł do niej dwa kroki i uścisnął lekko jej rękę, która była zimna.
- Leo – nie widział sensu podawania pełnego imienia, skoro można je skrócić. Po za tym nie chciał, aby dziewczyna mówiła do niego tak oficjalnie, jak brzmi jego imię. - A co do przyjścia w to miejsce, chciałem być sam – wrócił do parapetu, oparł się o niego, schował ręce do kieszeni i znowu milczeli. Dla niego cisza nie była uciążliwa, uwielbiał spokój i jak sam właśnie powiedział, chciał byś sam. Także obecność drugiej osoby mu nie przeszkadzała, tym bardziej tak cichej i spokojnej, jaka się okazała niebiesko włosa. Może jednak nie będę musiał szukać nowego miejsca, pomyślał ponownie na chwilę zerkając na zachód słońca.
- Dobre miejsce wybrałeś, nikt tu nie przychodzi oprócz mnie – przerwała ciszę, a on na nią spojrzał ukradkiem. - Ale jeśli chcesz być sam, to nie myśl, że ja zostawię to miejsce – dodała tym samym tonem. Odwrócił w jej stronę głowę, po czym skinął głową.
- Nie przeszkadzasz mi – stwierdził. - Wydajesz się spokojna – zrezygnował ze stwierdzenia, że także po części normalna. Wolał tego nie mówić, nie wiadomo jak się to wszystko rozwinie. To można porównać do niego. Można stwierdzić iż jest normalny, a gdyby widzieli go samego w domu, zmienili by raptownie zdanie. Od jakiegoś czasu gdy nie może być szczery w stosunku do swojej ukochanej, zaczął robić dziwne miny. Bardzo dziwne.
- To komplement? - podniosła jedną brew, a on wzruszył ramionami.
- Jak wolisz – powiedział i znowu spojrzał w stronę horyzontu. Właśnie w tej chwili do głowy wpadły mu dwa zdania. "Plecy ma podziargane, chyba się wczoraj otarł o ścianę". Dobry początek dla nowego wiersza, stwierdził usłyszawszy ten dziwny tekst w głowie. W tej chwili żałował, że nie miał przy sobie kartki i długopisu. Zazwyczaj gdy ma już pomysł, nie ma gdzie go zapisać, a po powrocie słowa wylatują mu z głowy i musi zaczynać od nowa.
Ponownie odwrócił się w stronę nowo poznanej i już więcej nie miał zamiaru się do niej odwracać plecami. Nie wiadomo kiedy wbije mu nóż lub coś innego, ale wątpił w to. Patrząc w jej oczy, nie zauważył niczego, co by mogło mu zagrażać. Jedynie przez parę sekund zdążył zobaczyć nienawiść, gniew, który raczej nie był kierowany w jej stronę. W tym czasie ona patrzyła na ziemię i widać było, że się zamyśliła. Za pewnie to coś spowodowało kłótnię, o którą nie miał zamiaru pytać.
- Mam nadzieję, że moja obecność nie będzie problemem – usiadł na kamiennym parapecie, które było stabilne. Zgarbił się opierając ręce na kolanach. Wpatrzył się w dziewczynę, od zawsze gdy miał sposobność z kimś rozmawiać, patrzył rozmówcy w oczy. Wielu to denerwowało, irytowało i uciekali wzrokiem od niego. Był ciekawy, jak zareaguje Blair. - Po za tym, często tu nie będę przychodził. Dość daleko mam do tego miejsca – powiedział szczerze.
<Blair?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz