- Czy chodzi tu ktoś jeszcze? - powtórzyła powoli, wlepiając intensywne spojrzenie w jego ładną twarzyczkę - Nie... Chyba nie. Przynajmniej, przychodząc tu od niespełna trzech lat, nie spotkałam nikogo.
Zapadło głuche milczenie, przerywane od czasu do czasu szelestem liści za oknem czy ćwierkaniem ptaków. Po krótkim wahaniu weszła wgłąb pomieszczenia, mając na celu usadowienie się naprzeciwko nieznajomego. Nie miała najmniejszego zamiaru ustępować mu samotnego miejsca - nie miała podziać się gdziekolwiek indziej, aniżeli tutaj. Na złomowisko przychodziła tylko i wyłącznie postrzelać; na miasto iść nie mogła, bo istniało prawdopodobieństwo, że Jack wsiadł w samochód i zaczął jej szukać, by dać jej lanie, jakiego jeszcze nigdy nie dostała. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, jak raz zdjął swój pasek od spodni i zbił ją nim - tak, że zwalniała się z wychowania fizycznego przez najbliższy tydzień, byleby nikt nie zobaczył jej sińców. Nie mogła uwierzyć, że matka związała się z kimś takim, jak Jack. Wśród miliardów facetów na świecie, ona wybrała tego psychopatę. Sam już fakt zastąpienia jej prawdziwego taty kimś innym był dla niej nie do zrozumienia. Rozumiała, że umarł, że go nie ma, że go nie zobaczą. Ale skoro matka miała z nim ślub i go kochała, to nie powinna pocieszać się innym mężczyzną. Tym bardziej takim potworem. Matka zdawała się albo nie widzieć tego, co on robi, albo się go bać - sama już nie wiedziała. Jedyne, co wiedziała, to to, że najwyraźniej upadła na głowę.
Uniosła lekko głowę, chcąc spojrzeć na chłopaka, który ani drgnął od momentu, gdy usiadła naprzeciw. Być może zastanawiał się, czy odejść, a być może nie przeszkadzała mu jej obecność? Jego wzrok skierowany był za okno, patrzał w dal, jakby o czymś rozmyślając.
- Tak właściwie... - zaczęła, nie będąc pewna, czy pytanie, które chce zadać, jest w pełni taktowne - ... dlaczego tutaj przyszedłeś? Znaczy chodzi mi o to, że, jak już mówiłam, rzadko ktokolwiek odwiedza to miejsce. Miałeś jakiś konkretny powód?
- Dlaczego miałbym ci to powiedzieć? - zapytał bezceremonialnie, przenosząc melancholijny wzrok na nią. Zaczerpnęła trochę powietrza, marszcząc brwi.
- No nie wiem. - przyznała - Zazwyczaj ludzie chcą być sami, gdy są smutni lub źli.
- To dlaczego ty tu przybyłaś? - zapytał, wpędzając ją w lekkie zakłopotanie.
- Kłótnia. - odparła wymijająco. Nie była w stanie powiedzieć czegokolwiek więcej. "Kłótnia z ojcem"? On nie był jej ojcem. "Hej, tylko facet mojej mamy prawie mnie zabił", to też odpadało. Uznała więc, że jedno słowo idealnie odda sytuację - No i... skoro nie wyznasz powodu swej wizyty, zdradzisz chociaż swoje imię? - zmieniła szybko temat, chcąc uniknąć dopytywania o przyczynę jej przybycia - Ja jestem Blair. - wyciągnęła sinobladą, chudą rękę w jego stronę, w geście przywitania.
Leonardo? c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz