niedziela, 19 lutego 2017

Od Leonarda C.D. Blair

Chciał się ponownie odizolować, głównie chodziło mu o Tiffany. Miał jej już coraz bardziej dosyć, ale serce nie sługa, a on jest ślepo zakochany w jej długich puszystych czarnych lokach, zgrabnej sylwetce i pociągających kocich oczach. Istne cudo! Na samym początku myślał, że jest szczęściarzem, ale po poznaniu jej, okazała się jedną z najbardziej egoistycznych osób, jakie znał. Nawet jego życzenia na walentynki sprowadzały się do tego, aby ją wiecznie i mocniej kochał. Czy ona chociaż raz może pomyśleć o kimś innym? Chociażby o nich? Dzisiaj ponownie zaczęła rozmowę na temat wyjścia do kina, aby zobaczyć jej ulubiony film, który oglądali z milion razy. Nie dość, że nudne, to do tego nie ma nigdy nic do powiedzenia. Ale jak ma zostawić tak piękną kobietę, z którą ma tyle tematów?
Aby uciec od rzeczywistości, postanowił wpaść na najbardziej oddalone od jego domu miejsce, w którym Tiff nie powinna go znaleźć. Był to duży opuszczony budynek, który za jakiś czas szybko się zawali. Ale póki stoi, czemu by nie korzystać? Bynajmniej jest pewien, że ona go tu nie znajdzie. Mógł w spokoju pomyśleć, zebrać myśli. "Tak, jestem ślepo zakochany w niej". Tak brzmiała odpowiedź na wszystkie jego pytania, dotyczące ich związku. Ale co on poradzi? Pewnie będzie czekał na zerwanie z jej strony, albo jej zdradę. Wątpi, że kiedykolwiek pozna kogoś innego. Chyba, że zabawiłby się w geja, ale w tych czasach trudno żyć spokojnie w ten sposób. "Lepiej zostać w tym, czym jestem", stwierdził. I o niczym już więcej nie myślał. Przyglądał się jedynie pięknemu krajobrazowi, który był tworzony przez iglasty las i słońce, które powoli zachodziło, barwiąc niebo na piękne ciepłe kolory. Oparł się o nieco spróchniały parapet i w milczeniu przyglądał się temu wszystkiemu, ciesząc się ze spokoju i ciszy, jaka ogarniała to miejsce. Właśnie to dzięki niej słyszał skrzypnięcia desek pod czyimś ciężarem, a następnie złamanie spróchniałej. Odwrócił się i zmierzył wzrokiem nie wiele niższą o siebie kobietę, która tylko stała i patrzyła, milczała. Od razu w oczy rzuciły się niebieskie włosy i tatuaże na dłoni.
- Sądziłem, że będę tu sam – stwierdził po chwili milczenia i przyglądania się nie znajomej.
- Też tak myślałam – odpowiedziała po krótkie chwili, w której być może zastanawiała się nad słowami. 
- Często tu przychodzisz? - chciał wiedzieć. Jeśli to miejsce jest zajęte i przychodzi tu więcej ludzi, nie widział sensu dłuższego siedzenia tutaj i marnowania tlenu. Wolał znaleźć inne opuszczone miejsce, tylko dla siebie. Skinęła twierdząco głową, co mu nie odpowiadała. - A chodzi tu ktoś jeszcze?

<Blair?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz